Drema Silesia Sosnowiec 06-08 kwietnia 2018

 

STOWARZYSZENIE PARKIECIARZE POLSCY ZAPRASZA NA KOLEJNE REGIONALNE WARSZTATY PARKIECIARSKIE

PREZENTOWANE BĘDĄ NAJNOWOCZEŚNIEJSZE PRODUKTY: PARKIETY, DESKI, KLEJE, LAKIERY, OLEJE, WOSKI, TARASY DEWNIANE

ORAZ TECHNOLOGIE W PARKIECIARSTWIE.

 

WARSZTATY UZUPEŁNIĄ PREZENTACJE ORAZ PRAKTYCZNE POKAZY:

– PRZYGOTOWANIA PODKŁADU,

– KLEJENIA,

– SZLIFOWANIA,

– WYKOŃCZENIA POWIERZCHNI ORAZ POMIARÓW W PARKIECIARSTWIE

 

Zapraszamy szczególnie parkieciarzy i firmy z regionów Polski Południowej. Członków SPP zapraszamy do bezpłatnego prezentowania swoich materiałów reklamowych i aktywnego uczestnictwa w formie prezentacji. Do dyspozycji mamy 200 m2 przestrzeni Warsztatów oraz oraz miejsce na prezentację I wykłady multimedialne (ekran, rzutnik, nagłośnienie). Koszt uczestnictwa dla firm sponsorskich w charakterze Partnera Warsztatów (własne ekspozytory, roll-up, banery, udział technika-prezentera, wykłady) wynosi: 1000,00 PLN (dla Członków Wspierających SPP 500,00 PLN)

 

Zgłoszenia prosimy kierować na: biuro@parkieciarzepolscy.com.pl do 27.03.2018

Warsztaty  obsługuje członek SPP firma Paweł Widawski 601 835 763, a koordynuje biuro SPP  tel. 695 928 649,  biuro@parkieciarzepolscy.com.pl                      

 

Stowarzyszenie Parkieciarze Polscy

60-654 Poznań, Winiarska 1

NIP: 521-30-97-440

BIURO@parkieciarzepolscy.com.pl

www.parkieciarzepolscy.com.pl

 

 

 

 

 

 

Deszczułką między oczy klienta, czyli prawda o parkietach litych gotowych

Co zainspirowało mnie do kilku krytycznych uwag o parkietach gotowych polakierowanych z merbau, teaku, a nader wszystko z bambusa? Właściwie powodów było kilka. Powszechny internetowy optymizm pisany na różnych portalach przez samych importerów i wspomagających ich sprzedawców w sieciowych punktach sprzedaży podłóg.

 

Tych „porad ekspertów” nie piszą absolutnie parkieciarze. Proszę spojrzeć, o której godzinie dopisują aktywność na forach i portalach. Parkieciarze w tym czasie są na budowach. Inspiracją są również ostatnie ekspertyzy zlecone przez zaskoczonych negatywnie klientów, ale i spotkania z nowymi potencjalnymi klientami, którzy wiarę w takie produkty opierają na ofertach internetowych. Zresztą doba Internetu pokazuje nam łatwą i najtańszą drogę kupna dóbr wszelakich, ale w przypadku podłóg jest to zawsze kupno przysłowiowego kota w worku. Czytając socjotechnikę wszystkich importerów i zachęty do kupna takich produktów mam wrażenie, że tradycja parkietu w dobrym wykonaniu została wyparta. To tak jak w ekonomii zły pieniądz wypiera dobrą monetę. Podłogi drewniane marnej jakości zalewają nasz rynek, ale winą za taki stan rzeczy można obarczać samych inwestorów. Nie jest tajemnicą, że większość takich podłóg trafia na nasz rynek z Chin, podczas gdy parkiety z polski, a jesteśmy największym ich producentem w Europie, kupują bogate społeczeństwa na zachodzie. Tych kilka przykładów, które przedstawiam pokazuje tylko sam problem przekroju desek, ich geometrii i wpływ tych czynników na trwałość posadzki. W następnym numerze pokażę mierną trwałość ze względu na rodzaj wykończenia lakierem UV. Aby nie być stronniczym i nie pokazywać tylko jednego importera, nazywają- cego się często producentem, pokazałem przekroje różnych marek, nawet tych bardzo znanych. Jest to złudne, bo jak przeglądam strony internetowe, to czę- sto ci importerzy uwiarygodniają jakość swoich desek zdjęciami ze szkoleń dla projektantów, czy filmami na youtube.

Klient często nie czyta żadnych opracowań, woli opinie na portalach. Nie czyta również informacji z etykiety na opakowaniu, podobnie jak i instrukcji montażu i gwarancji. Co piszą importerzy? Proszę spojrzeć, deszczułka ewidentnie wąska ma tolerancję wymiarową 60 mm +/- 2 mm. Czyli raz może być szerokości 58 mm, a raz 62 mm. Podobnie jest z grubością. Tutaj jeszcze gorzej wypada tolerancja. Raz deszczułki mogą mieć 8 mm, a raz 12 mm. Trzeba być nierozsądnym, aby kupować takie produkty. Efekt jest taki jak widać na zdjęciach. Różnice wysokości miedzy deszczułkami, brak kątów i wymiarów. Geometria leży na łopatkach, ale nikomu to nie przeszkadza, wszak klient zapłacił tanio.

Ponadto chodniki owadzie czarne. Czyli takie przysłowiowe dziury po kornikach. Mimo, że nie są akceptowalne społecznie, to w przypadku reklamacji muszę stwierdzić jako rzeczoznawca, że są one nawet dopuszczalne w normach.

Kuriozalny, słaby zamek bezklejowy w deskach z bambusa. Ten producent dopiero wchodzi na rynek Polski, ale mając atrakcyjne ceny z pewnością znajdzie nabywców na swoje podłogi, szczegolnie w sieciach marketów budowlanych i sklepów sieciowych z parkietami. W ocenianej podłodze krótko po montażu stwierdzi- łem nasilajace się problemy z zamkiem (zdjęcia na drugiej stronie). W przekroju widać profil niefortunnego zapięcia, a zdjęcia pokazują wady w postaci pęknięć. Oczywiście, jak zawsze w takich przypadkach winne są parametry w mieszkaniu, a odrzucenie reklamacji jest ciosem dla zaskoczonego klienta. Dodatkowo tę podłogę montował człowiek niemający z podłogami drewnianymi nic wspólnego, choć jak sam twierdzi panele układa od początków lat 90 – tych. Kto wiec w praktyce ma doradzić klientowi? Nawet jakby miał on tę informację to trudno przewidzieć, że zrezygnuje z atrakcyjnej cenowo podłogi, wszak cena czyni cuda.

Czesław Bortnowski Parkieciarz, Rzeczoznawca

parkieciarz.eu 6/2011

Prace obiektowe – kosztorysy, koszty budowy, a planowany zysk

Patrząc z boku na naszą branżę można odnieść wrażenie, że pracują w niej supermeni, świetni fachowcy, pewni siebie rzemieślnicy, doskonale znający się na rzeczy technicy i co by tam jeszcze pozytywnego nie wymienić. Tak po rozmowie z większością reaguje klient. Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna, bo w większości są to naiwniacy, bez podstaw fachowości.

 

Ostatnio obserwuje zaangażowanie drobnych firm w duże projekty. Pisałem już nie raz jak sprzedajemy dupę dużym firmom za parę złotych, będąc ich podwykonawcami. Obecnie za takie roboty bierze się drobnica. Oczywiście za drobne stawki. Jest to przeniesienie tych marnych pieniędzy z prac podwykonawczych, na stawki bezpośrednio podpisane w kontraktach. Problemem jednak niebranym pod uwagę są koszty budowy.

Jakie koszty budowy są najbardziej uciążliwe? Najpierw to wielokrotne spotykanie się z potencjalnym zleceniodawcą. Jeśli tak jak w Oławie przy realizacji Ratusza, rzemieślnicy z Rzeszowa musieli parę razy przyjechać na spotkania negocjacyjne, to należało to wziąć pod uwagę. Taki koszt dojazdu licząc po najniższych stawkach to ok. 800 zł. Wystarczy tylko kilka takich przejazdów, aby wiedzieć, że na początek wydaliśmy 3-4 tys. Niby nic, ale w kontrakcie wartym 200 tys. to 1,5-2%. Warto zauważyć, że kontrakt to kwota za prace i materiały, gdzie wykonawstwo jest kilka razy tańsze od cen materiałów. Następny koszt to koszty budowy, standardowo naliczane przez głównego wykonawcę. Ochrona obiektu, woda, prąd, odpady i ich segregacja to niektóre składowe tych procentów. Do niedawna te koszty to równowartość 1-1,5% wartości kontraktu, ale coraz częściej generalni wykonawcy najpierw negocjują cenę z rzemieślnikami, a później okazuje się, że koszty w umowie są wpisane na poziomie 2-3%. Przy kontrakcie za 200 tys. to kwota ok. 4-6 tys. Prawda, że nie mało? Następne kwoty to ubezpieczenie kontraktu. Tutaj z reguły są dwa rozwiązania. Albo za należyte wykonanie zadania damy ubezpieczenie bankowe, albo firma wstrzymuje nam na okres gwarancji najczęś- ciej 5% kontraktu. Problem w tym, że ubezpieczenie bankowe kontraktu na 200 tys. na trzy lata gwarancji kosztuje dokładnie 10 tys., a więc tyle samo, co mają nam wstrzymać. Chciał, czy nie, należy zdecydować się na zatrzymanie kwoty na trzy lata, bo i tak to będzie tańsze. Tańsze są również gwarancje ubezpieczeniowe, ale nie wszystkie firmy je honorują lub rządają takich zapisów, że firmy ubezpieczeniowe ich nie zrealizują. Nawet jak pozostawimy nie oprocentowaną kwotę gwarancyjną na koncie generalnego wykonawcy to często jednak bywa, że przy odbiorach pogwarancyjnych robi się wszystko, aby nie wypłacić tych pieniędzy po trzech latach lub wypłacić je tylko w częściach. Następny koszt to logistyka pozioma i pionowa. Najczęściej zanim zaczniemy robić cokolwiek za te marne pieniądze, to należy materiał dostarczyć na miejsce prac. Noszenie po piętrach (najczęściej windy nawet jak są to są zamknięte) przecież kosztuje i to nie mało zajmując 5-10% czasu pracy. Gdyby to przeliczyć na wymierną zapłatę za czas pracy to kwota ok. 3-5 tys. Potem pozostaje koszt zakwaterowania ludzi, dowozu ich do miejsca pracy, zabezpieczenia w narzędzia, i materiały eksploatacyjne, zabezpieczenia w środki ochrony osobistej (ubrania robocze, kaski, rękawice, kamizelki, a nie rzadko z uwagi na brak barierek zabezpieczających i uprzęże do prac na wysokościach. Jaki to koszt? Różnie to z tym bywa. Czym dalej od domu tym drożej. Na koniec należy doliczyć koszty magazynowania towaru i jego dostarczania na budowę w potrzebnych na dany dzień partiach lub należy liczyć się z tym, że cześć z materia- łów „wyparuje” podczas naszej nieobecności. A wiec, naddatki materiałowe, większe lub mniejsze również pokrywa wykonawca. Są jeszcze koszty organizacji pracy na budowie, które nie do końca zależą od nas. Trzeba się liczyć, że obszar zakwalifikowany do prac parkieciarskich w jednym dniu może być zajęty przez rusztowania w drugim i w następnych dniach.

Takie koszty trudno przewidzieć, ale reasumując – z kontraktu wartego 200 tys. koszty stałe to ponad 20% wartości robocizny i materiałów, czyli minimum 40 tys., a bywa i więcej. Zasada jest prosta, na dużych budowach pokazuje się ceny takie jak klientom indywidualnym w mieszkaniu na trzecim piętrze, a nie rzadko te ceny muszą być wyższe. Z czym wiec pokazujecie się na budowach? Ze stryczkiem na szyi. Mało tego ten powróz jest już w połowie zaciśnięty, tym bardziej im mniej wiarygodna jest firma głównego wykonawcy. Ewentualne zaciągnięte kredyty na materiał, zwłoka, czyli termin zapłaty i ryzyko otrzymania tylko części należności jest również kosztem takich budów. Jak widać nie każdy może prowadzić realizacje parkietowe na dużych budowach, a na pewno nie idioci. Mam nadzieję, że zanim ktoś sporządzi ofertę, to weźmie pod uwagę część z tych kosztów i na koń- cu zapyta się samego siebie czy warto?

Czesław Bortnowski, rzeczoznawca

parkieciarz.eu 5/2011

Dylatacje, a wielkość elementów parkietowych

Szczeliny dylatacyjne musza zawsze być ustalane zgodnie ze zdrowym rozsądkiem, a to oznacza, że nie zawsze w danym pomieszczeniu wielkość szczeliny ma być taka sama. Często toczą się spory inspektorów nadzoru, inwestorów i montażystów, o miejsce i wielkość szczelin. Tak naprawdę miejsce i ich wielkość zależy również do tego, co jest układane.

Zasada podstawowa brzmi – im mniejsze elementy tym mniejsza szczelina, czyli przestrzeń między posadzką a ścianą, czy innymi stałymi elementami wyposażenia pomieszczenia. W bardzo dużych elementach w niektórych pomieszczeniach należy nawet przewidzieć dylatacje pośrednie nawet przy braku akceptacji inwestora, a przy montażu mniejszych elementów posadzki drewnianej może ich prawie wcale nie być. Nie zgodzę się wiec, że wielkość dylatacji musi być ustalona w jakichkolwiek ogólnych odbiorowych. Dylatacje muszą być, i co do tego nie ma wątpliwości, ale ustalane z głową są zawsze wyznacznikiem wiedzy rzemieślnika.

Przeanalizujmy wiec dwa skrajne przykłady obrazujące wielkość szczelin dylatacyjnych na obiektach wielkopowierzchniowych. Pierwszy przykład to terminal lotniczy i układany parkiet sztorcowy. Znaczne powierzchnie są układane bez żadnych szczelin pośrednich, a i szczeliny przy ścianie nie są za duże (ok. 10-12 mm) mimo, że wzajemna odległość ścian od siebie to jakieś 10- 30 mb. Dlaczego tak jest bezpiecznie? Ano, dlatego, że posadzka tego typu ma naturalnie występujące szczeliny między elementami i jest ich bardzo dużo. Zobaczmy, że ułożony parkiet ma na każdy 1 mb szerokości aż ponad 100 mikroszczelin. Są one różnej wielkości od 0,1 do 0,5 mm. Średnio suma tych szczelin to jakieś 20 do 25 mm. Biorąc pod uwagę, że posadzkę taka się szpachluje i potem sama szpachla w szczelinach może nieco ograniczać pracę, to i tak parkiet w przypadku pęcznienia ma doskonałe źródło ujścia energii pracy i naprężeń. Spójrzmy na zdjęcia poniżej, każda ze szczelin miedzy elementami nazwana jest przeze mnie szczeliną dylatacyjną i tak naprawdę nie mylę się w tej kwestii ani o jotę.

Innym przykładem są również duże obiekty, tym razem handlowe. Design parkietu pierwszego obiektu wymagał zrobienia charakterystycznych szlaczków, co trzecią deskę. W takim razie, dlaczego nie wykorzystać tego faktu na dylatację? W czasie montażu wykonano rozszczelnienia płaszczyzny posadzki za pomocą podkładek i potem dokonano zaślepienia tej szczeliny plastyczną masą poliuretanową. Dodatkowo w nieregularnych odległościach zrobiono dylatację taka samą, ale co 8-10 mb na czołach desek.

Efekt taki pozwala na swobodną pielęgnację za pomocą myjek ciśnieniowych. Oczywiście nie miał szczęścia, a w zasadzie rozumu wykonawca tej posadzki w innym centrum handlowym. Charakterystycznych pasków z aluminium nie wykorzystał jako dylatacje. Efekt widoczny na zdjęciu właściwie dyskwalifikuje tego barbarzyńcę.

 

W innym centrum handlowym szczeliny dylatacyjne wykonane są po szerokości elementów, co 2,5 mb.

Również techniką masy poliuretanowej. Odległość krańcowych punktów to ponad 130 mb. Design wymagał takiego ułożenia, choć aż się prosiło ułożyć ten parkiet wzdłuż obiektu. Oto przykład, że to rzemieślnik, a nie ogólne warunki odbiorowe musi określić jakie zastosuje dylatacje w zależności od odległości i wielkości elementów. W każdym takim przypadku za technologię i wielkość szczelin odpowiada rzemieślnik.

Pamiętajmy, czym częściej wykonujemy dylatacje pośrednie, tym mogą być one węższe, a zatem mniej widoczne. Jeśli ktoś zrobi dylatacje 10 mm, co 8 mb to i tak ma gorzej zdylatowaną powierzchnię, gdyby wykonał dylatacje 3 mm co 3 mb. Dylatacja o szerokości 10 mm jest bardzo widoczna. Na obiektach dodatkowo należy brać pod uwagę szpilki damskich obcasów, które uwielbiają się wbijać w tak szerokie szczeliny. Proszę spojrzeć, ta sala w Centrum Sztuki Współczesnej ma ponad 800 m2, a od jednej ściany do drugiej jest ponad 40 mb. Dodatkowo wszystko to leży na ogrzewaniu podłogowym. Leży do dzisiaj, bo są gęsto wykonane dylatacje średnio co 3 mb. Dylatacje, które nie mają więcej jak 4 mm wcale nie rzucają się w oczy.

A oto przykład sali gimnastycznej z desek bukowych litych. Zostałem tam wezwany przez włodarzy gminy, bo nie chcieli się zgodzić ze szczelinami w posadzce, które świadomy parkieciarz wykonał w kilku miejscach i dodatkowo odmówił zaszpachlowania ich. To był przykład świadomości branżowej a nie barbarzyń- stwa. Ocena rzeczoznawcy zawsze musi być jednoznaczna. Szczelina taka nie jest błędem.

Dla użytkownika sportowca szczelina rzędu 1-3 mm nie ma jakiegokolwiek znaczenia, a dla widza z pozycji trybun jest niewidoczna. Wręcz specjalnie takie szczeliny tworzy się na każdym rzędzie desek za pomocą cienkich plastików. Są to odpowiedniki naturalnych rozszczelnień, jakie powstają np. przy parkiecie przemysłowym.

Czesław Bortnowski, rzeczoznawca

parkieciarz.eu 3/2011

„Dywagacje o dylatacjach cz. 1”

Czym jest dylatacja wie każdy montażysta, ale tylko doświadczony parkieciarz potrafi skutecznie rozpoznać gdzie dylatacja ma być wykonana i jakiej może być wielkości. Właściwie już dawno powinien ktoś napisać jakiś artykuł o dylatacjach, a z pewnością uratowałby nie jeden tyłek obrabiany przez niedouczonych inspektorów nadzoru, czy kierowników budów, ten jednak artykuł będzie pilotażowy dla dalszych „dywagacji o dylatacjach”, aż do momentu w miarę szczegółowego omówienia tematu.

Dylatacja jest formą przestrzeni, która kompensuje naprężenia posadzki drewnianej w danym pomieszczeniu. Inaczej mówiąc posadzka drewniana w wyniku swej pracy musi mieć miejsce gdzie może nieco poszerzyć swe wymiary. W starych warunkach odbiorowych było napisane, że posadzka drewniana ma być zdylatowana na styku z każdym stałym elementem pionowym. Jasne więc stało się, że ze ścianą, ze słupem, ale już krawędź posadzki kamiennej nie był pionowy spotykałem się z głupimi dyskusjami, czy na tej krawędzi ma być dylatacja jakakolwiek. Argumentacja, że posadzka kamienna nie jest pionowa była zawsze najgłubszą, jaką słyszałem w karierze parkieciarza. Generowało to dalsza dyskusję nad tym, że inwestorowi, lub inspektorowi nie podoba się listwa dylatacyjna, lub pasek korka na środku pokoju z aneksem kuchennym. Te dyskusje montażysta powinien ukrócić stanowczym wetem i wykonać dylatację wbrew woli domowników.

Z czego zamaskować dylatację w widocznym miejscu ?

Odpowiedź na to pytanie jest prosta. Dobry parkieciarz zrobi to paskiem korka, montażysta zawsze listwą. I może lepiej dla niego, bo dokładność cięć krawędzi desek często u montażystów pozostawia wiele do życzenia. Właściwie już na etapie oceny pracy przy wycyzelowaniu korka na styku dylatacji można stwierdzić czy ma się do czynienia z parkieciarzem, z montażystą, czy z barbarzyńcą. Wielokrotnie pisałem o jakości dylatacji, szczególnie z korka, o jakości korka na dylatacje i o tym, że dylatacji z korka w płynie nie da się zrobić estetycznie. Nie pisałem jednak, że dylatacja powinna być wykonana z korka modyfikowanego termicznie, a wraz z tym zabiegiem można dokonać trwałego przebarwienia korka na dowolny kolor. Tu chyba zaintrygowałem nawet parkieciarzy. Jeśli tak się stało to zapraszam na szkolenie szczególnie członków OSP, i tylko tych, co zawsze wiedzą wszystko.

Gdzie wykonujemy szczeliny dylatacyjne i jakiej wielkości ?

Zawsze szczelina dylatacyjna powinna być wykonana przy ścianie. Zawsze powinna być nieco szersza na ścianie, gdzie we wzorze cegiełkowym elementy układane są równolegle, może być nieco węższa tam gdzie elementy są układane prostopadle. Wielkość szczeliny zależy jednak od wielkości pomieszczenia, od jego geometrii, od gatunku drewna, wielkości elementów, rodzaju elementów, od sposobu montażu posadzki i oczywiście rodzaju kleju.

Jak to ogarnąć, skoro tyle czynników należy brać na raz pod uwagę ?

Najprostsza jest ta analiza do wykonania w posadzkach trójwarstwowych. Producenci pisza w swych instrukcjach, że dylatacja wzdłużna ma być wykonana co max. 8 mb mierzona, po szerokości układanych elementów i co 20 mb. mierzona po długości układanych elementów. Wynika to z pracy desek i również jest zależne od innych czynników. Widziałem posadzkę warstwową układaną pływajaco gdzie nie wykonano dylatacji na przewężeniu z drzwiami. Oczywiście, jeśli tak się zdarzy to jest wielkie ryzyko, ze posadzka się wybrzuszy właśnie tam, gdyż tam naprężenia ujdą gdzie fragment posadzki najmniej waży. Jest to zawsze wąski korytarz, przewężenie drzwiowe, strefa miedzy filarami, itp. Dlaczego posadzka swobodnie ułożona nie przesunie się na dylatacji? Bo najzwyklej za dużo waży. Łatwiej posadzce w wyniku naprężeń pokonać opór lokalnego ciężaru w danej niewielkiej strefie, jak przesuwać kilkuset kilogramową połać wywierającą znaczny opór tarcia. To jest normalna fizyka.

Fizyką i matematyką również należy kierować się, kiedy układamy posadzki tradycyjne na dużych powierzchniach. Tam muszą być zrobione dylatacje po- średnie, bo same dylatacje przy ścianach lub ich wielkość nic nie da. Jestem pod wrzeniem idiotyzmów, kiedy montażysta na dużej powierzchni do dużych elementów stosuje znaczne dylatacje i używa sztywnego kleju do montażu. W zasadzie jest pewne, że gdy posadzka przesunie się nawet o 2-3 milimetry to już zetnie się spoina klejowa i elementy nie będą przyklejone. Może lepiej wykonać kilka dylatacji po- średnich, lub jak w przypadku sal gimnastycznych rozszczelnić poszczególne rzędy desek zostawiając świadomie widoczne szczeliny. Temat jak widać jest szeroki, więc zachęcam do kupna następnych numerów „Parkieciarza”, gdzie uszczegółowię zagadnienia dylatacji.

Czesław Bortnowski, rzeczoznawca

parkieciarz.eu 2/2011