Parkiety w marketach budowlanych – zapis ostatnich miesięcy

Od pewnego czasu widzę zdecydowany upadek jakości materiałów parkieciarskich i przebiegłe praktyki w wielkopowierzchniowych marketach budowlanych. Kuszące promocje w rzeczywistości okazują się kiepskimi jakościowo ofertami, niemającymi nic wspólnego z solidnością. Od wielu lat dobrze wykonany parkiet wiązał się z dobrym rzemieślnikiem. Ważny był dobór chemii, ważny był dobór odpowiedniej jakości parkietu.

Ważna była również metodyka pracy, sposób pomiarów wilgotnościowych, ocena jakości podkładu cementowego, szczególnie w nowych domach. Złą praktyką było wykonywanie posadzki drewnianej z materiałów powierzonych. Klient może i okazyjnie kupił deszczułki, ale nigdy nie umiał ich zweryfikować jakościowo. Nie zbadał wilgotności, katów i wymiarów poszczególnych elementów. Nigdy klient nie dobierał jakości kleju i gruntu do specyfiki podkładu. Kupował po prostu „klej do parkietów”. Takie praktyki, w celu wyeliminowania błędów stosował tylko „fachhandel”. Aby dać klientowi posmak solidności markety zaczęły również rozszerzać swoje oferty o montaż, zwłaszcza, że przy wbudowaniu materiału znacząco i atrakcyjnie dla kupującego malała stawka VAT-u. Zbadałem więc, jakie praktyki stosują sprzedawcy w sieciach?

1. Dobór wykonawcy wg parytetu ceny nie jakości. Trzeba pamiętać, że każdy sprzedawca w markecie to laik w swej dziedzinie. Chcąc dobrać do danej branży fachowca, sam musiałaby znać się na rzeczy, ale ponieważ tego nie umie dobiera wykonawców na zasadzie najniższych stawek. Musi kogoś polecić, gdy klient zażąda montażu, gdyż takie wytyczne przychodzą z centrali, ale często jest to bardzo przypadkowy dobór. Ktoś krótko pracował jako montażysta, lub nawet jako sprzedawca parkietów, często są to tylko panelarze, którzy nigdy nie ułożyli podłogi drewnianej tylko laminowaną. Ludzie dobierani przypadkowo nigdy nie będą mieli świadomości, że wartość materiału jest często wielokrotnie wyższa od ceny robocizny. Rozpatrzmy cenę jednolamelowego dębu, merabau, czy orzecha amerykańskiego, gdzie ten ostatni może kosztować nawet ok. 350 zł za 1 m2. Jeśli cena montażu pływającego jest na poziomie 35- 40 zł, to w marketach 15-20 zł za 1 m2. Każdy 1 m2 deski źle ułożonej często stanowi wartość wyższą od dniówki, którą montażysta zarobi.

Czy warto? Uważam, że parytet ceny montażu jest zdecydowanie niedobry, ale jak to bywa w życiu „nikomu nie pozwolą pobić swoich cen”. Potem w przypadku problemów zaczynają ćwiczyć producentów i kwestionować jakość materiału, a klientowi w nieskończoność każą czekać na rezultat. Co na to klient? Oczywiście czeka na odpowiedź i łudzi się co do pozytywnego załatwienia swojej sprawy.

Jedna z sieci na podstawie trójstronnego porozumienia (market, klient, montażysta), znajdując klientów sprzedaje towar montażyście, aby ten sprzedał go z usługą z 8 % VAT. Sęk w tym, że taki wykonawca nigdy nie jest rzemieślnikiem parkieciarzem z długoletnim stażem, ale układaczem, który wczoraj zaczął działalność (dotacje unijne, dofinansowanie z urzędu pracy) i wkrótce zamknie działalność. Pozostaje kwestia gwarancji. Gwarantem jakości materiału i usługi dla klienta w takim przypadku nie jest sieć, tylko owy układacz, który dzisiaj jest na rynku, a jurto go nie będzie. To on wystawia fakturę na wszystko, a sieć nie gwarantuje niczego, choć klient właśnie tam przyszedł po materiał i usługę.

W innym przypadku sieć, która reklamuje się jako fachowa sieć od podłóg i wykładzin, przysyła na montaż fachowca, który sam siebie weryfikuje jakościowo. Pieczątki ? A jakże „zakład parkieciarki”. Do tego owa sieć dostarcza materiał, o którym wie z góry, że jest wadliwy. Właściwie jak wynika z rozmowy materiał już był wycofany z tego powodu, no ale jak sobie klient życzył taki, a nie inny to mu sprzedali. Owszem, życzył sobie, ale nikt nie powiedział, że produkt ma wady ukryte. Oglądając taką posadzkę odniosłem wrażenie, że wzorowy parkieciarz bez trudu by sobie z tym gorszym materiałem poradził. Należało tylko materiał uważnie przejrzeć przed montażem i wymanipulować z niego wady. To wymagałoby około 2-3 m2 naddatku więcej, ale posadzka drewniana byłaby bez wad. No właśnie, co znaczy wymanipulować, skoro montażysta umie tylko układać zunifikowane elementy, a nie umie nawet starannie docinać ich do ściany, czy innych elementów stałych? Oto montaż tego pseudofachowca:

2. Drugą kwestią pozostaje stosunek montażysta – zlecający, czyli market sieciowy. Każdy parkieciarz dostając materiał umie go ocenić pod względem jakości. Montażysta w sieci nie ma tej umiejętności z racji małego doświadczenia, z racji braku sprzętu do pomiarów, z racji euforii otrzymania zlecenia. Nie zamierza nawet jej mieć, bo okazałoby się, że jest niewygodny i upierdliwy dla sprzedawców w marketach dostając dość często produkt wadliwy i niskiej jakości. Montażyści w marketach są rzecznikami złej jakości sprzedawanych tam produktów, mimo, że jak wykażę poniżej, jakość jest często bardzo niska i celowe są praktyki przeklasyfikowania produktów z niższych do wyższych klas. Montażysta żyjąc z marketu nie będzie mówił, że produkty sprzedawane tam są niskiej jakości, będzie je po prostu bezkrytycznie układał. Na zdjęciu obok i na następnej stronie widać ewidentne braki warsztatowe, ale dział reklamacji owej sieci reklamował producentowi jakość desek, a nie jakość wykonania. To jest oczywiste barbarzyństwo.

Ponadto deska ta była fabrycznie wyolejowana w kolorze naturalnym. Ponieważ klient chciał otrzymać deski czarne, to właśnie pobejcowano je na ciemny kolor i wyolejowano ponownie. Z powodu oczywistych braków, montażysta nie wiedział, że do drewna wcześniej wyolejowanego bejca nie będzie wnikać będzie brudzić. Potarcie desek skutkuje czarnym intensywnym zabrudzeniem.

3. Jakość towarów jest zawsze zawyżana w stosunku do rzeczywistości. Jeśli nawet fachhandel kupuje od tego samego producenta parkiet, czy panel drewniany, to w markecie ten sam produkt będzie miał więcej „cech drewna”, lub cechy te będą większe i bardziej widoczne od cech produktu w fachhandlu. Wyobraźmy sobie parkiet zakupiony przez sieć, na którym jest oznaczenie dąb gestereift cena 61,22 zł ale nie jest napisane ile i jakiej wielkości mogą być sęki. Zazwyczaj, jeśli sęki są większe niż 5 mm i występują w grupach, to parkiet nie jest w pierwszym sorcie. W gestreifcie parkiet powinien wyglądać na sort drugi, a w marketach cechy drewna ewidentnie wskazują na trzeci. Jak jest parcie na cenę, to jest produkt z niską ceną. Normy nie są obligatoryjne i producent może nazwać swój parkiet jak chce, bez szkody dla siebie, oferując różne klasy i różne cechy tych klas.

Powszechną praktyką jest przekwalifikowanie materiału u dużych producentów paneli drewnianych. To, co w fachhandlu byłoby produktem bezklasowym, to w sieciach jest ładnie opakowane i ma coraz nowsze nazwy handlowe. Jako fachowiec już po samych zamkach rozpoznam producenta, ale opakowanie zawsze mnie zaskakuje. Tam nigdy nie jest napisane, z jakiej fabryki produkt wyszedł.

Oto deska kupiona w markecie a producentem jest nieistniejąca już Stolarka Wołomin. Sieć ta wykupiła wszelkie zapasy ze składu tejże upadającej firmy. Deski układał montażysta z sieci i nie widział wad, ani różnorodności gatunków drewna na panelach. Deski były zbieraniną różnych lamelek z różnych gatunków drewna i zamiast Doussie, jakie zakupił klient – powinny nazywać się ogólnie egzotyczne. Na pojedyńczych deskach były gatunki sapela, doussie, jatoba i merbau, a wyglądało to na ostateczne czyszczenie magazynów. Sprawa jest w sądzie, gdyż reklamacja nie została uwzględniona z powodu upadku producenta i braku możliwości przekazania mu problemu. W tym konkretnym przypadku również gwarantem jest nie market, czy sieć, ale montażysta z marketu.

Proszę zobaczyć, jakie materiały trafiają do sieci. Jest to merbau fabrycznie polakierowany, o szerokości 60 mm, ale tolerancja szerokości, w myśl deklaracji producenta na opakowaniu, może być od 58-62 mm. Grubość to 10 mm. I tu również ta sama tolerancja +/- 2 mm. Do tego jeszcze wady czopowania, zbyt luźne pióra i wpusty będą powodowały obłamywanie nadpió- rza, oraz wadliwe fabryczne lakierowanie. Kto to kupi? Konsument, bo przecież nie ma szans, że produkt z Indonezji będzie reeksportowany na powrót do kraju producenta. Żeby było bardziej zawile, produkt z Indonezji jest kupowany od Polaka z Austrii, który to jest importerem tego gówna do Europy. Przeceni się i pójdzie w rynek. Obok zobczyć można Dąb z Indonezji z sinizną i do tego bardzo miękki.

Takich praktyk jest sporo. Sieci mają swych prawników i ludzi przeszkolonych do odrzucania reklamacji. Patrząc na jakość podłóg w marketach oceniam po zleceniach na ekspertyzy zdesperowanych klientów, że tylko niektóre z setek reklamacji może kończyć się na drodze sporu sadowego. Reszta jest przeciągana i obliczona na zniecierpliwienie klienta i odstąpienie od roszczeń. Patrzmy, zatem uważnie na to co oferują nam markety, zarówno w postaci jakości usług jak i jakości towarów. Bo niska cenna nie jednokrotnie bierze się z niskiej jakości.

 

 

Czesław Bortnowski Rzeczoznawca

parkieciarz.eu 1/2011

Both comments and pings are currently closed.